Jest taki teleturniej- "Koło fortuny". Niegdyś prowadzone przez Wojciecha Pijanowskiego, obecnie przez Pana "Fasolkę". Leżę sobie z lubym, oglądamy ten program, w pewnym momencie puszczają reklamę, że jak się wyśle smsa z odgadniętym hasłem to się wygra nagrodę.
ON: Wyślij smsa. Można wygrać 10 minut rozmowy przez telefon z Panem Fasolką
JA: (leje ze śmiechu)
ON: i oczywiście na koszt własny ta rozmowa.
JA: (poskładana całkowicie)
Bartek, 13 lat: - Na komunię od mojego chrzestnego z Kanady dostałem rękawicę i piłkę do bejsbolu. To świetny prezent, często gram z bratem, bo brat ma kij.
Młody komunista zaczął od bejsbola, ja zacznę od słońca. To nie będzie blog o planetach, solarce, czy szybkim starzeniu się. Będzie o porywaniu się z motyką na słońce.
1. Pierwszy poważny mój zamach z kijaszkiem na słońce był zaraz przed studniówką - poprosiłam prawie-nieznajomego chłopaka, którego zobaczyłam na korytarzu w szkole, na studniówkę. Kijaszek się nie spalił, a chłopak stał się narzeczonym.
2. Drugi mój poważny zamach z drewienkiem na słońce był rok po maturze - wybrałam kierunek studiów pod kątem najbardziej nietypowego opisu kierunku. Dostałam się z tym drewienkiem w ręku.
3. Trzeci poważny zamach, praktycznie już z motyką, na słońce, był po drugim roku studiów - wyjechaliśmy w ciemno do Irlandii. Bez przyjaciół, bez planu, nawet bez map i konkretnego pomysłu na siebie. Wróciliśmy po przepracowaniu całych wakacji.
4. Czwarty poważny zamach z motyką odbywa się właśnie teraz i o tym chcę pisać. Za miesiąc skończy się jeden z najbardziej emocjonujących etapów życia-studia, a zacznie uciekanie przed bezrobociem.
Szukanie pracy w zawodzie - to moje porywanie się z motyką na słońce.